4 rzeczy, których nauczysz się po wysłaniu zaproszeń ślubnych

środa, 17 maja 2017
Może was zaskoczę, ale etap wysyłania zaproszeń ślubnych, a potem potwierdzania obecności gości, był najgorszy podczas całego 2-letniego planowania ślubu. Nie spodziewaliśmy się, że coś co wydaje się tak proste, łatwe i przyjemne może okazać się niemałym koszmarkiem. Dlatego też, nauczona doświadczeniem, przedstawiam wam 4 rzeczy, których nauczyłam się po wysłaniu zaproszeń ślubnych.

Fot. KG Design

1. Niekończące się pytania

Mimo, że wasze zaproszenia ślubne będą zawierały wszystkie niezbędne informację, takie jak godzina ceremonii, miejsce wesela,  czy preferowane prezenty, goście i tak będą zadawali pytania. Aby tego uniknąć, możemy utworzyć ślubną stronę internetową, na której umieścimy pozostałe informacje np. o możliwych noclegach, posiłkach dla osób na dietach itp.

2. Narzekania

Bez względu na to, jak bardzo chcecie uszczęśliwić swoich gości weselnych, zawsze znajdą się tacy, którzy będą niezadowoleni. Już przy wręczaniu zaproszeń, możecie się dowiedzieć, że wasza sala weselna jest za daleko od kościoła, że nie zapewnianie noclegów dla gości jest nieeleganckie, czy, że brak poprawin to faux pas. Jedyne co mogę wam na to poradzić, to nie przejmowanie się tym :)

3. Brak RSVP

Pamiętam w jakim byłam szoku, gdy na kilka dni przed ostatecznym terminem potwierdzenia przybycia przez gości weselnych, około 50% zaproszonych, nie przesłało nam swojej deklaracji. Dlatego też, nie czekajcie na ostatnią chwilę i sami wychodźcie z pytaniem do zaproszonych gości, czy przychodzą na wasz ślub.

4. Goście odmawiają

Organizując wesele, zdawałam sobie sprawę, że zawsze około 10-20% gości odmawia. Nie spodziewałam się jednak, że nam odmówi  aż 30% zaproszonych, a do tego w dniu ślubu dowiem się, że 6 osób, które potwierdzało nam przybycie, nie przyjdzie, ponieważ…wybrali się na wakacje. Niestety nie mam dla was idealnej rady na odmawiających gości, bo sama pamiętam, ile nerwów mnie to kosztowało :(

A Wy jakie macie doświadczenia?

9 komentarzy

  1. Skoro Ci goście sprawili tyle problemów, to może łatwiej byłoby ich po prostu nie zapraszać? Bawilibyście się sami... Może nie ma sensu silić się na wielką, nadmuchaną imprezę i zapraszać ludzi z przypadku?
    Ogólnie czytając Twoje wpisy mam wrażenie, że Panna Młoda to nietykalna święta krowa która nie ma zrozumienia dla niczego i nikogo, kto nie tańczy jak ona mu zagra :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo autorka bloga dokładnie tak traktuje panny młode, a z siebie robi królową.

      Usuń
    2. Żałosny komentarz powyżej :) Blog jest świetny, bardzo życiowy, nie jest przelukrowany, uwielbiam tu zagladac i czerpac rady. Dzięki wielkie za to!

      Usuń
    3. Moim zdaniem to bardzo niesprawiedliwa opinia. Czy uważacie, że eleganckie jest niepotwierdzenie przybycia lub niepojawienie się na weselu, chociaż zapowiedziało się swoją obecność? Chyba zdajecie sobie sprawę, że jedzenie, tort i alkohol dla gości kosztuje (i to niemało) i nikt nie będzie zamawiał ich w ciemno lub "na zapas"? Poza tym, serio, ślub to ten jeden dzień w życiu, w którym najważniejsza powinna być para młoda. Narzekanie na ich wybory i strojenie fochów, jakby oceniało się zakupiony produkt, świadczy o stosunku gości go młodych, nie odwrotnie.

      Co do uwagi o tym, że lepiej nie zapraszać takich osób - wierzcie mi, nawet bliskie i do tej pory życzliwe wam osoby (a nie goście zaproszeni "z przypadku") mogą was nieźle zaskoczyć. Wiem coś o tym ;) Zapraszając kogoś na swój ślub i wesele, liczysz na to, że będzie cieszył się twoim szczęściem i wspierał cię w tym wyjątkowym czasie. Niestety, nie zawsze tak właśnie jest.

      Usuń
    4. "Narzekanie na ich wybory i strojenie fochów, jakby oceniało się zakupiony produkt" - ale goście nie przychodzą na wesele za darmo. Często wkładają w kopertę tyle, że w zasadzie sami płacą za swoją zabawę. Więc tak, w pewnym sensie kupują produkt. Jak daję komuś 1000 zł, to nie po to, żeby wyjść z wesela niezadowolona czy głodna.
      Mia

      Usuń
    5. A ja, głupia, myślałam, że to jest prezent :D

      Usuń
    6. Ja traktuję wesela podobnie jak imprezy urodzinowe. Przychodząc na takie przyjęcie też przynoszę prezent - ale nie jako zapłatę za zabawę, a po to, by sprawić przyjemność osobie, na której mi zależy! Każdy przecież daje tyle, ile chce i ile może - chyba nikt nie spotkał się z sytuacją, w której młodzi sprzedawaliby bilety na swoje wesele? Wracając do porównania z czyimiś urodzinami - jasne, fajnie, jeśli zostanę dobrze ugoszczona. Ale wychodzę z założenia, że to jest dzień tej osoby, a goście odwiedzają ją po to, by dać wyraz swojej sympatii. Jeśli nie podoba mi się muzyka lub jedzenie nie wpisuje się w mój gust - trudno, najważniejsze, by jubilatowi się podobało. Podobnie jest w przypadku wesela. Pamiętajmy, że dla gościa to jest jedna z wielu tego typu imprez, a dla młodych to jest jedyny taki dzień w życiu i warto, by był taki, jak sobie wymarzyli. Wszystkim i tak NIE DA SIĘ dogodzić, bo ich upodobania i zachcianki mogą być ze sobą sprzeczne. Zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z grupą kilkudziesięciu lub nawet kilkuset osób.

      Usuń
  2. Niesprawiedliwe komentarze. Ludzie są różni i często Ci co odmawiają są najbliższą rodziną a nie osobami z przypadku. Ja mam bardo dużą rodzine. Mama miała 5 siostr i brata mój ojciec trech braci i dwie siostry, do tego każde z nich ma dzieci plus rodzina przyszłego Pana młodego to robi się duża sumka. I jak mówie najgorsza jest najbliższa rodzina przekonałam się na ślubie siostry. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Wysłać wcześniej. To moja lekcja ;)

    OdpowiedzUsuń