Relacja z mojego wesela

Pewnie, gdy czytacie mojego bloga, wiecie, że raczej jestem dobrze zorganizowaną osobą, która do dnia wesela myślała, że ma wszystko pod kontrolą. Jednak możecie mi wierzyć lub nie, ale dzień wesela, jak i weselne przygotowania, zdecydowanie przeorganizowały moje spojrzenie na parę spraw:) Oczywiście ślub, to jeden z najpiękniejszych dni w naszym zyciu i w moim również też tak było. Większość rzeczy poszła raczej po mojej myśli, ale poniżej opiszę wam, dlaczego uważam się za pechową Pannę Młodą :) Zapraszam Was również na kolejne posty, w których będę polecać moich podwykonawców, czy opiszę mój motyw przewodni (rozgwiażdżone niebo).

Co poszło po naszej myśli?

-> ślub w kościele - często, gdy rozmawiam z Pannami Młodymi, żałują one, że zdecydowały się na ślub kościelny, a nie cywilny. Jednak my nigdy nie będziemy tego żałować, na pewno związane jest to zarówno z naszą wiarę, Księdzem, który odprawiał nam mszę (był cudowny!), jak i oprawą, o której napiszę w kolejnym poście.
-> sala - mimo kilku niełatwych przepraw organizacyjnych z Hotelem Warszawianka, myślę, że wszystkim będę polecać Yacht Club w Jachrance, w którym organizowaliśmy wesele. Sala stanęła na wysokości zadania i jedzenie, jak i inne elementy były dopracowane w punkt. Co więcej, bez dodatkowych opłat przedłużyli nam wesele o 1,5h co w korporacyjnych Hotelach, nie jest takie łatwe. Jeżeli chcecie zorganizować wesele w okolicach Warszawy, nad jeziorem w nowoczesnej sali z dobrym jedzeniem, zapraszam do Yacht Clubu :)
-> zatrudnienie konsultanta ślubnego - myślę, że decyzja o zatrudnieniu konsultanta ślubnego, była jedną z najlepszych decyzji przy orgazniacji wesela. Jeżeli nie macie funduszy na pełną organizację, to zastanówcie się nad koordynacją w dniu slubu, nie są to duże sumy, a konsultant na prawdę odciąży was w wielu sprawach.
-> zabawa - o zabawę i "pełen" parkiet, martwiłam się najbardziej. Ale wszystko się udało i z relacji gości, jak i z tego co sama widziałam,  goście dobrze się bawili. Jest to oczywiście zasługa DJa, o którym napiszę w kolejnym poście.
-> fotobudka/fotostudio - do wynajęcia fotostudia podchodziłam sceptycznie, bo sama bardzo nie lubie robić sobie zdjęć, ale fotostudio, zorganizowane przez naszą Fotograf, cieszyło się tak dużym zaintersowaniem, że tworzyły się do niego długie kolejki. 
-> świecące bransoletki - pomysł na świecące bransoletki zaczerpnęłam z Pinteresta i okazał się on strzałem w 10! Można je kupić na Allegro za około 20zł, co sprawia, że są chyba najtańszą atrakcją z możliwych :)
-> dekoracje - dekroacje mojej sali weselnej, spędzały mi sen z powiek, na długo przed weselem. Byłam dość wymagającym klientem, bo chciałam, aby mój motyw przewodni - rozgwiażdżone niebo był dobrze wyeksponowany, ale przy tym nie wyglądał głupio. Wszystko się udało i za jakiś czas pokażę wam zdjęcia :)
-> świecące napisy - świecące napisy udało mi się załatwić na tydzień przed weselem. Ze względu na ich popularność, uznałam to za cud :) Mimo, że już słyszałam głosy, że są one przereklamowane, moi goście, jak i ja, byliśmy nimi zachwyceni :)
-> bar - najbardziej obleganym miejscem po fotostudiu był bar. Nie wydaliśmy na niego dużych pieniędzy, a cieszył się takim zainteresowaniem, że barman nie nadążał z nalewaniem drinków. Dzięki niemu poszło też stosunkowo mało wódki, bo około 50 butelek 0,5l na 110 osób, a nasi goście zdecydowanie nie stronią od alkoholu :)
-> poprawiny - co prawda nigdy nie byłam fanką poprawin z tańcami, wódką i zabawą do rana, dlatego też postanowiliśmy zorganizować poprawiny w formie grilla/obiadu, dla osób nocujących w Hotelu. Przyznam szczerze, że był to strzał w 10, bo ludzie mogli powymieniać się relacjami z naszego wesela, a my w końcu ze wszystkimi na spokojnie porozmawiać :)

Co poszło nie tak?

-> POGODA - każdy kto mnie zna, wie, że nienawidzę deszczu!!! Myślę, że większość Panien Młodych go nie lubi, ale możecie się domyślić jaka byłam "szczęśliwa", gdy od południa w dniu mojego ślubu, lało! Nie nazwałabym tego deszczem, ale ulewą i "ścianą" deszczu. Jadąc do kościoła byłam załamana, odechciało mi się wszystkiego, co więcej pod kościołem tren od mojej sukni ślubnej utknął w trawie, przez co wchodziłam do kościoła w mokrej sukni ślubnej, w zielone kropki. Dzięki Bogu, gdy wyszliśmy z kościoła (chyba Bóg się nad nami zlitował :) świeciło słońce, ale i tak było mokro i musiałam potem osuszać moją suknię ślubną :)
-> rezygnacja Świadka - na 2 tygodnie przed ślubem i przed wieczorem kawalerskim, nasz Świadek zrezygnował ze swojej roli. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale koniec końców nie pojawił się na naszym ślubie, nawet jako gość. Jednak wszystko potoczyło się dobrze i jesteśmy bardzo wdzięczni naszym Druhnom i Drużbom, że zgodzili się być z nami w tym jakże ważnym dniu :)
-> rezygnacja gości - w dniu ślubu i to też przypadkiem, dowiedzieliśmy się, że na nasze wesele nie przyjdzie 5 gości (potwierdzanych 2 tygodnie wcześniej), bo udali się na wakacje i nie zdążyli wrócić, jak i nas o tym poinformować….Nie muszę chyba tego komentować...
-> brak rezerwacji - jako, że nasze ślubne przygotowania mieliśmy w hotelu, a nie w domu, przyjechaliśmy do hotelu dzień wcześniej, czyli w piątek. Okazało się wtedy, że z 21 zarezerwowanych i opłaconych pokoi dla naszych gości jest tylko …. 8 i nie da się nic zrobić, bo hotel jest pełen. W związku z tym wieczór z piątku na sobotę spędziliśmy na "kłótniach" z hotelem, ale koniec końców hotel stanął na wysokości zadania i wszystko się udało :)
-> problemy z kościołem - w południe, w dniu wesela, dostałam telefon od naszego Księdza, że Proboszcz nic nie wie o naszym ślubie… Oczywiście nie muszę pisać, że Proboszcz z parafii był o wszystkim poinformowany (to moja rodzinna parafia) zarówno o tym, że mamy organistę z poza kościoła, jak i o liczbie fotografów i filmowców, czy dekoracjach. Dostał on również odpowiedni "datek" na kościół, który zdecydowanie nie był mały. Jednak to nie był jedyny problem, bo o 16:00 (ślub o 17:00) okazało się, że Proboszcz nie zgadza się na tiul przy ławkach, bo jak twierdzi, wiąże się to z przepisami przeciwpożarowymi…. Co więcej, podczas ślubu Proboszcz "schował się w konfesjonale i obserwował całą msze z naburmuszoną miną...
-> strażak - w dniu ślubu dowiedziałam się, że aby wesele było udane, trzeba zaprosić na nie….strażaka! I tak jest on potrzebny do tego aby ugasić kościół w razie zapalenia się tiulu, a także aby wyłączyć jedną czujkę przeciwpożarową w sali (jeden guziczek), abyśmy mogli postawić na torcie świeczki, albo użyć dymu podczas pierwszego tańca, bo obsługa sali nie jest w stanie tego zrobić…

Muszę się również przyznać, że w niedziele po ślubie, pierwsza myśl, jaka przyszła mi na do głowy to "Boże jak dobrze, że to już za nami". Ale po paru dniach, zaczynam tego żałować…. :)
Copyright © Szalona Panna Młoda , Blogger